sieciówki

3 rzeczy, które denerwują mnie w sieciówkach

sieciówki
 
Przed świętami jak i teraz panuje szał zakupowy. Wcześniej kupowaliśmy prezenty dla swoich bliskich, a teraz korzystamy z przecen, które nas kuszą na każdym kroku. W mojej szafie też zaczęło się trochę dziać. Co prawda nie jest to rewolucja, ale odrobinę zaniedbałam swoją garderobę. Staram się sukcesywnie wprowadzić coś nowego do swojej szafy. Wolę uniknąć kupowania podobnych rzeczy, dlatego wyznaczam sobie limity na zakupach. Nie przepadam za zakupami online, dlatego jak chcę sprawić sobie coś nowego to muszę udać się do sklepu, ale tylko wtedy, gdy mam wenę zakupową. Nie przepadam zbytnio za tłumami ludzi przeciskającymi się i za tym całym harmidrem panującym w galeriach handlowych. Wiadomo, idziemy do galerii handlowej, więc idziemy do sieciówki. Należę do grona osób, które nie mogą sobie pozwolić na ubrania od Chanel, Prady, Gucci, czy innej mega drogiej marki. Są jednak rzeczy, które denerwują mnie w sieciówkach.

1. Pseudo obniżki

Nie lubię przepłacać, dlatego często kupuję ubrania na wyprzedażach, bo czemu by nie kupić czegoś fajnego po niższej cenie? Niestety sieciówki nie zawsze postępują fair i często są to pozorne wyprzedaże, albo cena jest tylko nieznacznie niższa i wabi nas tylko napis „SALE”. Kilka razy tak zrobiłam, że jak przed świętami coś mi się szczególnie spodobało to czekałam na przecenę, a potem czekało mnie tylko rozczarowanie. Otóż pierwsza cena była tak zamazana, że nie dało się jej odczytać, a cena po promocji była taka sama jak przed świętami. No cóż, przez takie pseudo obniżki siecówki żerują na naszej naiwności, dlatego warto być uważnym. Oczywiście nie mam zamiaru rezygnować z wyprzedaży, bo czasami można upolować naprawdę coś fajnego za niską cenę, ale trzeba robić to z głową. 

2. Kilometrowe metki

To jest to co zawsze mnie irytuje. Nie lubię metek, gryzą mnie i zawsze się ich pozbywam. Nie zawsze jest to takie łatwe i trzeba robić to ostrożnie, żeby nie zniszczyć ubrania. Mam już na to swoje patenty. Jednak przy pozbywaniu się metek zawsze się zastanawiam po co mi przy bluzce lub swetrze taka książka w kilku językach. Mąż się śmieje, że po to abym mogła sobie poczytać jak będzie mi się nudziło.

3. Cena nieadekwatna do jakości

Cena nie zawsze idzie w parze z jakością. To wszystko dlatego, że płacimy za metkę, która i tak mnie strasznie denerwuje i z chęcią się jej pozbywam. Oczywiście nie można wszystkiego generalizować i mówić, że wszystko jest złe. Złotym środkiem jest uczenie się na własnych błędach i czytanie metek.
 
Mimo, iż sieciówki mnie denerwują i tak nic z tym nie zrobię. Można oczywiście przerzucić się na second handy lub mniejsze butiki, ale nie zawsze tam znajdę to czego akurat szukam. Zakupy online też u mnie odpadają, bo zanim coś kupię to chcę tego dotknąć i przymierzyć, a bawienie się w odsyłanie nie jest dla mnie.

Ciekawa jestem czy jest coś, co Was denerwuje w sieciówkach?

19 thoughts on “3 rzeczy, które denerwują mnie w sieciówkach

  1. Masz w tym sporo racji, choć np. metki mnie nie denerwują 🙂 ale cena nieadekwatna do jakości okropnie, bo to co sprzedają jest warte co najwięcej połowy tej ceny z metki.
    No i te rozmiary… nie raz 38 jest dokładnie takie jak rozm. 40. Nie wspomnę o bieliźnie, że miseczka D to B 🙂

  2. Oprócz tego co wymieniłaś w sieciówkach wkurza mnie ogólny bajzel. Wiem, że to inni ludzie go robią, ale odrzuca mnie jak widzę walające się po podłodze ciuchy. Koszmar!
    Nie mówię sieciówkom NIE, bo przyznaję, bez bicia, że często do nich zaglądam, ale mam też ulubiony SH ( same wieszaki i żadnego grzebania w pudłach ) i mam wrażenie, że zdarza mi się zrobić w nim lepsze zakupy niż w sklepach galeriowych.

  3. fajny wpis, są to wady sieciówek, ale robię tam zakupy raz na jakiś czas,więc tak tego nie odczuwam. Tam,gdzie zawsze zamawiam online typu zalando raczej te problemy są znikome 🙂

  4. Najbardziej denerwują mnie sprzedawanie kiepskiej jakości ubrań zbyt drogo. A do tego sprzedawanie poplamionych ubrań, zapewnianie że będzie można je zwrócić, a później wyśmiewanie przy kasie, że w tym czymś chodziłam i to moja wina, że jest plama.

    1. Zgadzam się w stu procentach. Tylko raz kupiłam bluzkę czymś przybrudzoną, bo naprawdę mi się podobała, ale plama puściła. Zawsze przed zakupem czegoś dokładnie sprawdzam, czy nie jest ciuch pozaciągany, brudny itd.

    2. Raz kupiłam sukienkę z plamą od pudru przy dekolcie. Ekspedientka zapewniła mnie, że bez problemu zwrócę tą sukienkę i to w dowolnym sklepie, a jak już przyszło co do czego nasłuchałam się, że poszłam w sukience na imprezę i teraz chcę ją zwrócić. Za mną w kolejce było kilka osób, sprzedawca śmiał się ze mnie, a mi było po prostu przykro.

  5. Zgadzam się całkowicie.

    Jeszcze bym dorzuciła obsługę w stacjonarnych sklepach sieciówek, którym się pomyliło, co sprzedają i myślą, że ich towar to nie tanie ciuchy szyte w biedafabrykach w Azji tylko co najmniej haute-couture. ;-)))

  6. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Bardzo irytuje mnie polityka wyprzedażowa. Często ubrania, które wcześniej oglądałam nie są na wyprzedaży tylko wjeżdża jakaś sterta szmat, których wcześniej nie było w kolekcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *