Ślubne pomysły mojego męża #1

Nie oszukujmy się, ale
organizacja i dopinanie szczegółów związanych ze ślubem spoczywa głównie na
barkach przyszłej Panny Młodej. To kobieta skupia się na takich szczegółach jak
motyw przewodni, zaproszenia, winietki itd. Cała organizacja jest naprawdę
pracochłonna. Można też zlecić wszystko wedding plannerowi, ale u nas nie było
takiej potrzeby, bo byłam w swoim żywiole zajmując się organizacją i decydując
o najmniejszych szczegółach.

Podczas całego planowania i
dopinania wszystkiego na ostatni guzik czasami byłam zła na mojego teraz już męża,
że często odpowiadał na moje pytania: nie wiem, zdecyduj sama, wybierz co ci
się podoba. Często nawet miałam wrażenie, że ma to gdzieś. Z drugiej strony nie
oszukujmy się, bo przecież faceci nie będą decydować o kwiatach, na które mówią
wiechcie i o kolorach kiedy dla nich niebieski a fioletowy nie robi różnicy. O
odcieniach to już nie wspomnę, bo przecież między ecru a kością słoniową nie ma
żadnej różnicy.
Przechodząc do sedna, w trakcie
tej całej organizacji oczywiście były decyzje, które podejmowaliśmy wspólnie i
mój mąż wprowadził również kilka pomysłów, które były strzałem w 10 i również
te z którymi nie do końca się zgadzałam. No ale cóż, w końcu to też był jego
ślub i trzeba było iść na kompromis. Oto lista pierwszych czterech
ślubnych pomysłów mojego męża, w które Wojtek włożył swoje serce i pokazał, że tak łatwo się nie poddaje.
1. Garnitur

Jako, że mój mąż jest wojskowym
postanowił, że pójdzie do ślubu w swoim służbowym garniturze. Niektórzy też tak
robią, że po ceremonii na sali weselnej przebierają się w elegancji garnitur.
Mój mąż zadecydował, że nie chce się przebierać i cały ślub i wesele będzie w
swoim służbowym garniturze. Nie miałam z tym problemu i zaakceptowałam jego
decyzję. Skoro czuł się w nim dobrze, to dlaczego miałam jemu zabraniać. Z
drugiej strony to była też spora oszczędność. Moja mama strasznie się nagadała,
że to nie pasuje i co ludzie powiedzą. Zdanie co ludzie powiedzą działało na
mnie jak płachta na byka. Po wszystkim stwierdziła, że wyszło fajnie i że
jednak nie miała racji. Co się na marudziła, to naprawdę czasami aż wychodziłam
z siebie.    

2. Napis na butach 

O tym pomyśle dowidziałam się ze
zdjęć ślubnych. Wcześniej to Wojtek nawet się nie pochwalił, ale jego plan nie
powiódł się. Nie pomyślał o tym, że w kościele na krzesłach będą pokrowce i
goście weselni nie będą widzieć tego napisu. Był rozczarowany, że jego plan się
nie udał.
3. Szpaler

Szpaleru nie brałam o uwagę,
nawet nie pomyślałam o tym. Wszystkim zajął się mój mąż. Nawet tydzień przed
ślubem jedna osoba ze szpaleru się wysypała, ale udało się znaleźć chętnego. Mimo,
że to był wrzesień, to albo jeden był na urlopie, drugi był zaproszony na inne
wesele, trzeciemu wypadła służba itd. Mimo przeszkód udało się zebrać fajną ekipę.
Uważam, że to super sprawa. Ceremonia nabrała innego wymiaru. Po kościele chłopaki
byli zaproszeni na obiad i siedzieli przy okrągłym stole.

4. Samochód

Ten pomysł kompletnie mi się nie
podobał, a właściwie wybór samochodu. Wierzcie mi ciężko było do niego wsiąść,
zwłaszcza w sukni ślubnej. Nie chciałam wydziwiać i pojechać do ślubu zwykłą
osobówką. Jak oglądaliśmy oferty samochodów ślubnych to mojemu mężowi
praktycznie żaden się nie podobał. Ze znalezieniem samochodu, a właściwi
kierowcy mieliśmy duży problem. Chcieliśmy uczciwie zapłacić i byłam sama w
szoku, że tyle osób nam odmówiło i to do tego jeszcze znajomi. Często ulicą przejeżdżał
samochód, który Wojtkowi od razu wpadł w oko. To było jego marzenie. Jak tylko przejeżdżał
koło naszego domu to wybiegał na podpórko z nadzieją, że może uda się złapać
kierowcę. Naprawdę nie było łatwo i podziwiałam determinację mojego męża. Był bardzo
rozczarowany jak były 2 miesiące do ślubu, a samochód już nie pojawiał się na drodze.
Pięknego dnia na parkingu przed sklepem stał podobny samochód, ale niewymarzony.
Wojtek podszedł do kierowcy i wypytał się. Jako, że w takie samochody
zaopatrują się miłośnicy i znają się w swoi gronie uzyskał informację gdzie
mniej więcej mieszkał tamten kierowca i pojechał  szukać. Okazało się, że to było praktycznie
koło kościoła, w którym mieliśmy brać ślub. Byłam zaskoczona, że zupełnie obca osoba
się zgodziła i nie chciała nawet za to pieniędzy. Właściciel powiedział, że to
zaszczyt dla niego, że żołnierz chce jego samochodem pojechać do ślubu.

Na
dodatek jako kierowcę wysłał swojego syna, a on sam zorganizował nam bramę. Za
samochód nie zapłaciliśmy nic mimo, że chcieliśmy. Daliśmy kilka butelek wódki
i po weselu zawieźliśmy dla całej rodziny ciasto i kawałek tortu weselnego w
podziękowaniu. Był to dla nas bardzo miły gest ze strony tych osób. Poświęcili oni swój
czas dla zupełnie obcych ludzi. 

I na tym kończę pierwszą część
ślubnych pomysłów mojego kochanego męża. W kolejnej liście ukażą się również
elementy z kategorii handmade.

2 komentarze

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *